alejandroescamilla-book
OFF-TOP

Czy powtarzanie klasy to życiowa tragedia?

A widzicie, niespodzianka. 

W tym roku miałam podchodzić do matury i zakończyć w końcu swoją edukacje, jednak ani matury nie pisałam ani szkoły nie skończyłam.

Dlaczego?

Wcale nie chodzi o to, że sobie nie poradziłam, nie podołałam nauce, byłam zagrożona czy wagarowałam. Nie w tym rzecz. Z racji kwestii zdrowotnych – nie miałam innej opcji i musiałam opuścić drugi semestr. Właściwie do ostatnich miesięcy byłam przekonana, że jakoś to ponadrabiam, jakoś wrócę, jakoś pozaliczam i dam radę w tym roku. Wyszło jak wyszło czyli nie wyszło.

Na początku przeżyłam kompletne załamanie – bo jak to, wszystkie plany poszły się jebać, będę rok do tyłu, BĘDĘ MUSIAŁA POWTÓRZYĆ KLASĘ, nie przeżyje tego, stracę cenny czas, kiedy mógł to już być dawno zamknięty rozdział. Nigdy do swojej głowy nie dopuszczałam, że mogłabym nie zdać, mimo niejednokrotnych ciężkich sytuacji z ocenami w poprzednich latach, wygrzebywałam się, na ostatnią chwilę, ale udawało się.

Jak to JA, taka ambitna i ogarnięta osoba mogłaby sobie pozwolić na rok więcej edukacji? Skoro przetrwałam tyle lat, czy w te ostatnie 6 miesięcy wszystko musiało się popsuć? Umarłam.

A później zmądrzałam

Czy ten dodatkowy rok w jakiś szczególny sposób zaważy na moim życiu? Czy pisanie matury rok później, dostanie się na uczelnie w przyszłym październiku ma na mnie aż tak znaczący wpływ? Czy za 10,20,30 czy nawet 5 lat będzie to miało jakiekolwiek znaczenie w którym roku otrzymałam świadectwo?

Nie kochani, nie ma to żadnego znaczenia i kompletnie nic to w Waszym życiu na dłuższą mete nie zmienia. Prócz tego, że powtórzycie materiał i rok później skończycie edukacje. Na niektóre rzeczy nie ma się wpływu, zdrowia się nie wybiera  i zdecydowanie idę za tym, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko jest po coś. Może te parę miesięcy było mi potrzebne żeby się ogarnąć, żeby powrócić do normalności i zwykłego funkcjonowania. Może tak naprawdę nie zburzyło to żadnych moich planów, a wszystko co miałam postanowione nadal mogę zrealizować, z drobnymi poprawkami. Może tak naprawdę nie było to takie złe i tragiczne jak myślałam jeszcze jakiś czas temu i kompletnie nikt nie będzie mnie przez to oceniał.

To nie jest namowa do lenistwa

W żadnym wypadku nie pomyślcie sobie, że teraz to ja Was namawiam żebyście olali sobie rok, bo przecież nic się nie stanie złego. Jeśli nie radzicie sobie z materiałem – pracujcie więcej, chodźcie na korepetycje, ogarniajcie to, nie na ostatnią chwile. Jeśli chcecie sobie posiedzieć rok dłużej w szkole tylko z powodu Waszego lenistwa i przekonania „A, nie ma to żadnego znaczenia” to już jest tragedia życiowa. Wasza osobista, bardziej niż te dodatkowe dwa semestry.

Chcę Wam tylko uświadomić, że jeśli taka przykra sytuacja kiedykolwiek będzie miała miejsce – lejcie na to. Co się stało to się nie odstanie, trudno. W następnym roku zepnijcie pupy i zróbcie wszystko tak, żeby dać z siebie 150%. Wykorzystajcie każdą szanse jaką dostaniecie, przecież o to tu chodzi, nie?

Wrzućcie trochę bardziej na luz, załamanie się nic Wam nie da. Bo tak naprawdę nie ma się nad czym załamywać. Dacie radę, jesteście inteligentni i dajcie z siebie wszystko.

Poprzedni post Następny post

Może spodoba Ci się jeszcze to?

  • Mg

    zostajesz w tej samej szkole? przenosisz się gdzieś, żeby Cię palcami nie wytykali? Boisz się nowej klasy z którą przyjdzie Ci się zmierzyć?

    • Nie zostaje w tej samej szkole, przenosze się, ale nie dlatego, że „wytykaliby mnie palcami”, bo nikt nie miałby ku temu powodu, zdrowia się nie wybiera 😉 Nie będę miała raczej styczności z nową klasą, także nie interesuje mnie to