las
Motywacja, Życie

Jak zawalczyłam o swoje życie?

Powinnam to wszystko rzucić. Jeden raz w życiu tak zrobiłam. Bez żadnego sensu i konkretnego planu rzuciłam w cholerę poprzednie życie, dom, znajomych, rodzinę i wyjechałam. Wyjechałam żeby nauczyć się żyć na nowo, coś musiało się zmienić, potrzebowałam nowej kartki, jakkolwiek głupio to brzmi. Trochę nie zdawałam sobie sprawy, że chcąc zmiany, zmieniłam jedynie kod pocztowy. Całe gówno, które wykraczało już poza jakiekolwiek granice pociągnęło się za mną, pobrudziło ze wszystkich stron nową, bialutką kartkę, bo prócz ubrań i mebli spakowałam też cały bagaż emocjonalny. Trochę zapomniałam, że nie można odciąć się od wszystkiego a Twój stan psychiczny nie zmieni się przez nowe odwiedzane miejsca i ledwo kupiony komplet garnków.

Spędziłam bite dwa miesiące w łóżku. Jedyne o czym myślałam, to dlaczego skoro wszystko miało się zmienić, nie zmieniło się NIC, a nawet pogorszyło. Nakręcałam sobie spirale nienawiści do samej siebie i wkopywałam coraz głębiej. Ale wiecie co? Powiedziałam sobie, że to wszystko rzucam i pierdole.

Rzuciłam blogowanie, bo zmuszałam się do napisania 300 słów raz na tydzień. Kiedy to postanowiłam, zdążyłam od tego czasu napisać ich już grubo ponad 2000. Rzuciłam pracę, bo stwierdziłam, że moje zdrowie jest 10x bardziej ważniejsze niż parę dodatkowych groszy. Zaczęłam uczyć się sama, chociaż kurwowałam i płakałam nad książkami przez długi czas. Przestałam sprzątać codziennie po parę godzin, bo latanie z mopem wcale nie czyściło mojej głowy. Zadbałam o siebie, więcej czytałam, wychodziłam do ludzi, piłam piwo o 1 w nocy i ogólnie to stwierdziłam, że mimo życiowych przegrywów na każdym kroku, mam to w dupie. Wychodzę i nie wracam.

Chyba pogodziłam się z tym, co się dzieje od dłuższego czasu.Nie wymażę z pamięci całego swojego życia a przeprowadzki, nawet co tydzień, nic nie zmienią, obojętnie ile razy będę próbować.

Nie, nie powiem Wam, że życie jest wspaniałe i cudownie ozdrowiałam z dnia na dzień. Nie wyzdrowiałam, ale zaakceptowałam to, jak jest. Wyrzuciłam z siebie złość na samą siebie i cały świat. Powiem Wam coś. Obojętnie na jakim etapie teraz jesteście, róbcie tylko to co czujecie, że będzie dobre. Jak chcesz rzucić pracę (I masz taką możliwość, nie rób tego jak nie będziesz miał za co żyć) to to zrób. Zmienić szkołę? Okej. Spędzić dzień w łóżku? Spoko. Rozwalić całe oszczędności na wycieczkę w góry? Jak najbardziej.

Jakoś to wszystko sprawiło, że stałam się trochę szczęśliwszym człowiekiem.

Poprzedni post Następny post

Może spodoba Ci się jeszcze to?

  • Papa Black

    Ta jednego. Spytaj swojego chłopa jak u nas wygląda „jeden” xD

  • Danfoss

    Rzuciłem pracę. Zarabiam całkiem nieźle opierdalajac się w domu. Prawie nic nie robię. Nic mi się nie chce. Powinienem wyjść i poznać nowych ludzi którzy by mnie naprawdę zajęli i zmienili moje nastawienie do tej nicości. Ale mam prawie 22 lata jedną starą jednostronną miłość z której nic nie wyjdzie i paniczny lęk przed nieznajomymi.

    Najbardziej smutne jest jednak to że takie artykuły pisze taka ładna dziewczyna.

    Jedno jest pewne. Za 15 lat przyjemniej będzie ci się lepiej wspominało piwo że znajomymi niż rozmyślanie nad negatywnymi aspektami życia. No chyba żebyś się wybiła właśnie na tym. To można wtedy zmienić troche zdanie.

    Trzymaj się Aniu 🙂