photo-1461344577544-4e5dc9487184
KULTURA

Nie wszystko co widzisz jest wartościowe

Naucz odróżniać się dobry kontent od zwykłego szitu

 Kiedyś artyści byli mocną grupą. Ludzie z niesamowitym talentem, ogromną sławą, zaufaną społecznością wokół siebie. Malarze musieli być naprawdę zajebiście dobrzy, żeby można było ich nazwać artystami. Niejeden całe życie tworzył żeby zostać docenionym dopiero po śmierci. Artysta to był KTOŚ. Ktoś na kim można było się wzorować, podziwiać i szaleć za nim. Teraz mianem artysty można określić każdego. Nawet twórce memów.

Internet dał nam ogrom możliwości rozwoju. Jeśli chcemy być pisarzami – po prostu nimi jesteśmy. Prowadzimy blogi, fanpage, wypisujemy różne bzdury i jeśli mamy jakikolwiek odzew (Albo i nie.) myślimy o sobie jako o kimś wyższego kalibru. Tworzymy memy? Ale jesteśmy świetni! Mamy 2000 follow na instragramie? Jesteśmy sławni i wspaniali. Wszędzie, gdzie tylko można wyrzucamy to, w czym jesteśmy dobrzy. Na YouTubie spotkamy miliony aktorów, piosenkarzy, komików, naukowców i jedenbógwiekogojeszcze.

Szit czy coś wartościowego? 

Chcąc nie chcąc, w natłoku informacji i ludzi którzy dzielą się z nami swoimi dokonaniami musimy nauczyć się rozróżniać wartościowy kontent, coś po prostu dobrego, pożytecznego i miłego dla oka czy ucha od zwykłego szitu wypuszczonego w sieć, z nudów, z zawyżonej samooceny czy przekonania, że każdy kto publikuje cokolwiek jest artystą na miano Beethoven’a czy Picasso.

Nie bierz wszystkiego

Tak samo jak musimy dozować i oddzielać informacje które dostajemy, tak samo powinniśmy nauczyć się brać do siebie tylko te fajne rzeczy. Nie można jednoznacznie stwierdzić, kto jest warty oglądania czy czytania a kto robi coś tylko ze względu na.. No właściwie na co?

W tym natłoku bardzo łatwo się pogubić i bezsensownie tracić czas. Jasne, przeglądanie memów czy filmików z śmiesznymi kotami jest mega spoko i zabija czas 10/10. Ale czy na dłuższą mete jesteśmy w stanie wynieść z tego cokolwiek co może nas rozwinąć czy chociaż dostarczyć jakiejkolwiek dobrej rozrywki?

Kiedyś a teraz

Kiedyś żeby wydać książkę musieliśmy zdobyć aprobatę od całej redakcji. Teraz wystarczy trochę kasy, dobry PR i telefon w ręce. Jeśli chcieliśmy wyrazić gdzieś swoje opinie na różne tematy – zatrudnialiśmy się jako dziennikarze w gazetach – teraz zakładamy blogi i dzielimy się przemyśleniami na Facebooku. Chcieliśmy być aktorami? Kastingi, szkoły filmowe – teraz – YouTube. Wszystko darmowe, łatwo dostępne i proste w obsłudze.

Przez to dociera do Was ogromna ilość bezwartościowych treści. Nauczcie się je rozróżniać i wybierać te pożyteczne i faktycznie dobre. Niech nie zadowala Was byle gówno. I nie dajcie sobie wmówić, że każdy w internecie jest świetnym artystą.

Nie jest. Naprawdę.

Poprzedni post Następny post

Może spodoba Ci się jeszcze to?