bibilia
Trochę poważniej

Czy naprawdę wierzysz?

Jak większość Polaków wychowałam się w wierze chrześcijańskiej.  Wiara ta była bo była. Poszłam do komunii, chodziłam na religie no i jak byłam malutka to modliłam się codziennie klękając dzielnie przy łóżku, słowami których sama chyba do końca nie rozumiałam. Pamiętam dobrze, że często modliłam się do Anioła Stróża i wyobrażałam sobie wielkiego, białego aniołka który chroni mnie skrzydełkami.

Byłam słabą katoliczką. W kościele lądowałam dwa razy do roku, do spowiedzi chodziłam raz na parę lat ale cały czas zażarcie utrzymywałam, że bardzo, bardzo w Niego wierzę. W okresie gimnazjum utrzymywałam tę wersję ale w tym samym czasie piłam morze alkoholu, zaczynałam palić, ćpać i robić większość złych rzeczy które możecie sobie wyobrazić. To był bunt, punkowe życie, picie tanich win po kątach. Kiedy ma się naście lat, pije do zgonu i prosi starszych kolegów o kupienie paczki fajek którymi nawet nie do końca umiemy się zaciągać, robienie tych rzeczy jest takie super dorosłe i czyni nas 20 lat dojrzalszych.

Nie wiedziałam o relacji z Bogiem kompletnie nic. Serio, totalne zero. Prócz wiecznego wmawiania sobie i powtarzania, że „Wierzę ale nie praktykuję” nie zrobiłam ani jednego małego kroczku żeby faktycznie sprawdzić jak to jest mieć prawdziwą i żywą relacje. Wszystko tak się powoli toczyło do czasu aż całe poukładane życie poszło się pieprzyć, spadłam na psychiczne dno pod każdym względem no i jak to mówią „Jak trwoga to do Boga.”

Klęczałam w kościele w środku dnia i płakałam przez dobre 20 minut pierwszy raz w życiu. Pierwszy raz personalnie powiedziałam „Albo mi pomożesz albo skończę w grobie za parę miesięcy, może lat.” Od tamtego dnia wszystko zaczęło zmieniać się na każdym kroku i to jest właśnie moje świadectwo.

biblia-2

3 lata temu stwierdziłam, że może katolicyzm nie jest do końca tak dobry jak mi się wydawało i czas spróbować i zobaczyć to wszystko z innej strony. Pierwsze spotkanie z kościołem protestanckim nie zakończyło się szaleńczą miłością i na jakiś czas odpuściłam jakiekolwiek stowarzyszenia. Wszystko powoli się kręciło do momentu „Szkoły uzdrowienia.”

Wiem, że wszyscy niewierzący w tym momencie popukają się w głowę i skwitują to czystym przypadkiem, wymysłem albo zwyczajnym „popierdoliło ją do samego końca.” ale nie wiem jak inaczej wytłumaczyć histeryczny płacz bez żadnego powodu w trakcie nabożeństwa przez paręnaście minut, a po personalnej modlitwie kompletny spokój w trakcie jednej sekundy. Nie wiem jak inaczej wytłumaczyć przerwany ciąg anoreksyjno-bulimiczny trwający parę dobrych lat bez przerwy, tak po prostu z dnia na dzień. Nie wiem jak wytłumaczyć uzdrowienie z depresji, nawracających myśli samobójczych, stanów lękowych w przeciągu jednej nocy. Nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia jak wszystkie złe rzeczy, uczucia, myśli, uzależnienia (!) i choroby odeszły w przeciągu jednej malutkiej chwili i nie wracały do mnie przez bardzo, bardzo długi czas.  Jak inaczej można wytłumaczyć koncert TAU na którym ludzie płakali na scenie kiedy On mówił co im dolega i czego potrzebują, wyrywkowo, do ludzi których widział pierwszy raz w życiu?

Nie potrafię w żaden logiczny, biologiczny czy psychiczny sposób wyjaśnić tego wszystkiego co się stało ze mną po nawróceniu. To nie jest manipulacja, to nie jest wmawianie sobie różnych rzeczy i poprawy. Nie da się wyjść z anoreksji, depresji, ogromnych, naprawdę ogromnym problemów w ciągu paru sekund, bo tak sobie powiemy. Nie da się wyleczyć chorób fizycznych które tak o, po prostu sobie znikają, bo tak im się podoba. Przeżyłam uzdrowienie, widziałam wiele uzdrowień, słyszałam ogromną ilość świadectw osób obcych i tych mi maksymalnie bliskich.

Wspaniałe życie?

To wszystko brzmi trochę jak taka bajeczka. O, poznałam Boga, o, od tego czasu nic mi się złego nie stanie i nie będzie żadnych kryzysów w moim życiu. Na początku tak myślałam, przez pewien czas faktycznie, wszystko co było złe odeszło i wspominam to jako jeden z najszczęśliwszych momentów w moim całym życiu. Dostawałam odpowiedź na każdą prośbę i pytanie. Do czasu.

Nie może być zbyt kolorowo, prawda? To wszystko ma swoje gorsze strony, ma chwile smutku, płaczu, kryzysu, leżenia na podłodze i płakania, braku odpowiedzi i zerowej pomocy. Nie potrafimy tego zrozumieć. Przecież to nie jest tak, że Bóg to taki ziomek który zejdzie do Ciebie do pokoju, pojawi się, powie „Cześć, to ja, przyszedłem Ci wszystko wyjaśnić i odpowiedzieć na wszystkie Twoje pytania, napijemy się kawy?” a chyba gdzieś tam w głębi serca zbyt często tego oczekujemy chociaż jest to absurdalne.

Zawsze wydawało mi się, że życie w wierze to zbyt dużo wyrzeczeń i pewnie większość z Was tak do tego podchodzi. Bo jak to tak, nie żyć w grzechu? Chodzić do kościoła, nie uprawiać seksu przed ślubem, nie przeklinać, nie palić papierosów? Dlaczego mielibyście odmawiać sobie tylu przyjemności za życia tylko po to żeby później żyć szczęśliwie przez nieskończoność?

Korzystać z życia można na milion różnych sposobów. Dla niektórych jest to upijanie się co piątek, życie w kłamstwie i bycie egoistą, a dla mnie są to „wyrzeczenia” które właściwie wcale nimi nie są. Bo jak mogę nazywać tak rzeczy które mnie wyniszczają z każdej możliwej strony? Mimo tego, że są całkiem przyjemne i nie będę ukrywać, że na każdym kroku czekają nas pokusy, którym pewnie nie jeszcze jeden raz się poddam, to każde ich przezwyciężenie jest największą radością na świecie i powinniście być z siebie dumni, za każdym razem kiedy przekierujecie samych siebie na lepszą stronę.

I wiecie co? Bóg istnieje naprawdę.

 

Poprzedni post Następny post

Może spodoba Ci się jeszcze to?

  • mrocznylord

    ludzie próbują wierzyć w bogów, ale nie potrafią uwierzyć w siebie