ksiazeczki
Kultura

Dlaczego powinniśmy czytać?

„Literatura to najprzyjemniejszy sposób na ignorowanie życia.” 

Każdy z nas spędza jakoś inaczej wolny czas. Niektórzy uprawiają fajne sporty albo popierdzielają na siłownie robiąc idealną rzeźbę na lato i prowadzą fit instagramy. Niektórzy, w tym też ja, gniją w łóżku i oglądają jeden sezon serialu w jeden dzień. Na ogół wychodzą ze znajomymi, imprezują, rozwijają swoje zainteresowania albo robią coś mniej lub bardziej ambitnego.

Jak byłam małą Anią w podstawówce, to kochałam książki. Serio. Nigdy nie wgłębiałam się w jakieś szkolne lektury bo czytanie „W pustyni i w puszczy” doprowadzało mnie do niekontrolowanego płaczu i rzucaniem książki w kąt po próbie przetrwania opisów natury na pińset stron.

photo-1465351346798-93b7c410b45d

W rodzinie zawsze było tak, że czytało się dużo, więc chcąc nie chcąc nabrałam trochę tego nawyku noszenia ze sobą książek i czytania wszędzie. W wannie, na podłodze, w przerwach, autobusach, pociągach i lekcjach. Pożerałam wszystko co wpadło mi w ręce, mimo tego, że w tamtym wieku nie było to nic zbyt ambitnego i dającego do myślenia. Mimo, że nie były to życiówki po których miałam inne spojrzenie na świat i ważne sprawy, rozwijało to moje słownictwo, rozwijało zdolność myślenia i niesamowicie posunęło do przodu plastyczną wyobraźnie, którą teraz posługuje się aż za często i czasami żałuje, że ją mam.

W gimnazjum, w okresie największego buntu o którym kiedyś już pisałam, w przerwie pomiędzy piciem pierwszych tanich win na łąkach a słuchaniem kolejnych płyt z niekoniecznie przyjazną i miłą dla ucha muzyką, zatracałam się w każdej książce o uzależnianiach jaka chyba istniała. „My dzieci z dworca ZOO” znam na pamięć, potrafiłam czytać ją parenaście razy do roku, co przestrzegło mnie braniem czegokolwiek bardziej niż pouczające rozmowy i zajęcia z wychowania do życia w rodzinie czy tematyczne lekcje wychowawcze w szkole. Tamte książki były obrzydliwie ciężkie dla mojego młodego umysłu i nakierowywały mnie na te trochę lepsze tory. Czasami mam wrażenie, że gdyby nie to, że poznałam z nich tak straszną stronę alkoholizmu czy narkomanii, przez towarzystwo w którym się obracałam mogłam skończyć o wiele gorzej niż jesteście to sobie w stanie wyobrazić i teraz pewnie nie pisałabym tych słów, bo przeżarty mózg nigdy by mi na to nie pozwolił.

Najlepszy sposób na ignorowanie życia

Wróciłam do książek chyba tylko dlatego, że po pół roku oglądania seriali w pewnym momencie po prostu mi się przejadły. Musiałam sobie zajmować jakoś inaczej mózg i czas, a jedyną zdrową i dającą mi jakąś korzyść rzeczą było czytanie. Więc zaczęłam przepierdalać strasznie dużo pieniędzy na książki a pierwszą rzeczą po przeprowadzce było założenie sobie karty w bibliotece, która na całe szczęście znajduję się tuż pod moim blokiem.

Kocham polskich pisarzy, więc też zaczęłam od czegoś co było mi znane. Hłasko jako pierwszy na mojej liście z opowiadaniem „Ósmy dzień tygodnia” podbił moje serce niemalże od pierwszej strony. Gdybym mogła, wytapetowałabym sobie całe mieszkanie cytatami, bo te opowiadanie jest jednym wielkim cytatem które trzeba wziąć, włożyć do głowy, serduszka i pamiętać, tak po prostu.

Po panu Hłasko przyszedł czas na pana Żulczyka. Przeczytałam wszystko i nie wypuszczałam z ręki ołówka którym zaznaczałam cytaty wżerające mi się w głowę i opisujące wszystko to, co w sobie miałam ale nie potrafiłam tego nazwać. Jest to pisarz którego będę polecać każdemu i zawsze, bo wydaje mi się, że każdy w miarę ogarnięty życiowo człowiek znajdzie tam coś co go boli, ale nawet o tym nie wie. Będziecie płakać ze smutku, wzruszenia, śmiać się, będzie boleć Was głowa po paru kartkach i będziecie zarywać noce żeby dokończyć rozdział. Stety czy niestety, obok niego nie da się przejść obojętnie i po każdej lekturze będziecie mieli tak rozwaloną głowę i tysiące przemyśleń dotyczących Was samych i całego społeczeństwa, że Wasze horyzonty poszerzą się o 120%.

Bezkonkurencyjny jest Murakami, czyli japoński pisarz który opisuję w tak prosty ale zarazem piękny historie, przy których płacze. Zbyt często często znajduje w bohaterach siebie i jestem pewna, że nie tylko ja tak mam. Po przeczytaniu Norwegian Wood może trochę dojrzejecie do niektórych relacji i zobaczycie co tak naprawdę w życiu jest ważne, do czego prowadzą niektóre sytuacje i jak to jest, być całkowicie samotnym człowiekiem.

photo-1472958429627-9d45e2c7fb6c

Więc dlaczego warto?

Nie dlatego, że będziecie bardziej oczytani i poznacie parę nowych i mądrych słów. Możliwe, że Wasze zdania będą zgrabniejsze i ładniejsze ale jest wiele ważniejszych rzeczy które możecie wynieść z czytania. Przynajmniej dla mnie, jest to jedyny sposób na poznanie różnych problemów z tej emocjonalnej strony, bez przeżywania ich, bo nigdzie, tak jak w książkach nie są ukazywane uczucia. Wyrobicie sobie genialną wyobraźnie, poogarniacie burdel w głowie bo nagle, znajdziecie cytaty którymi w końcu będziecie mogli nazwać te męczące uczucia i nabierzecie trochę więcej życiowego doświadczenia i dystansu. A my chyba potrzebujemy dystansu.

Poza tym wiecie, nie czytasz to nie idę z Tobą do łóżka, nie? 

Poprzedni post Następny post

Może spodoba Ci się jeszcze to?