miara
PSYCHOLOGIA

Perfekcyjna, tylko dla siebie

Jestem anorektyczką i już wcale nie jest mi z tym dobrze.

Ten tekst nigdy nie miał ujrzeć światła dziennego. Napisałam go jakiś czas temu pod wpływem emocji i prawdopodobnie jest najdłuższym tekstem który tutaj znajdziecie. Skierowany głównie do osób, które borykają się z tym problemem i otwiera krótką serie na blogu o zaburzeniach odżywiania. Nie jest milusio, nie jest perfekcyjnie i pamiętajcie, nie jestem lekarzem, wszystko co piszę opieram na doświadczeniu swoim i osób mi znanych. Nie daje żadnej gwarancji, że moje wywody pomogą także Tobie. Jeśli się wstydzisz, zawsze możesz napisać do mnie tu -> kontakt.

*

Od wielu lat zastanawiam się czy da się wyjść z anoreksji, ale jeśli tak, to jakim cudem się to komukolwiek udaje.

Nigdy nie byłaś jakoś specjalnie pulchnym dzieckiem. Jako bobas byłaś pączusiem i śmiejesz się z każdego zdjęcia które widzisz w super wysokim, malutkim kucyku z dziesięcioma fałdkami uroczego tłuszczu. Patrzysz na swoje zdjęcia kiedy chodziłaś już do szkoły podstawowej w sztruksach, bardzo wieśniackich golfach, z dwoma kucykami zawiązanymi gumką frotką i dziwnych czapkach-wpierdolkach w moro.

Oglądasz swoje zdjęcia z gimnazjum i z perspektywy lat widzisz, dlaczego zaczęłaś nienawidzić swojego ciała. Z dziewczynki, gdzieś tam pomału stawałaś się kobietą. Wszystko zaczęło się poszerzać, już nie rosłaś wzdłuż, od teraz wszystko szło tylko wszerz. Ukrywałaś nieśmiały zarys biustu miseczki bardzo marnego B w sportowych stanikach, szersze biodra zasłaniałaś większymi, męskimi koszulkami z logo znanych mniej lub bardziej metalowych zespołów. Przez te wszystkie maskujące zabiegi stylistyczne, wyglądasz na zdjęciach 3 razy grubiej niż faktycznie było w rzeczywistości.

Przypominasz sobie swoje pierwsze pamiętniki, albo o zgrozo – znajdujesz jeden z nich, głęboko zakopany w pudle i czytasz. Czytasz słowa, które teraz też masz w głowie. „Jestem za gruba, mam za duży brzuch, za wielkie ręce, jestem chodzącym schabowym, nikt mnie nie zechce, jestem brzydka, jestem gruba.” Czytasz i ogarnia Cię strach, przerażenie na myśl tego co miałaś w głowie w wieku 13 lat.

Przypominasz sobie, jak zaczęłaś planować diety, bo nie miałaś zielonego pojęcia o zdrowym odżywianiu. Te parę lat temu świat nie był jeszcze zalany przez motywacyjne fit blogi, na każdym kroku nie czyhał na Ciebie personalny trener a magiczne właściwości nasion chia kompletnie nie były Ci znane. Za to pamiętasz doskonale smak i zapach herbatek na odchudzanie których wypiłaś litry. Miliony litrów, dzień w dzień.

Kiedy diety nie przynosiły efektów, niezgrabne i niedobrane ćwiczenia nie polepszały Twojej sylwetki ogarniała Cię frustracja. Pamiętasz ten okres, to okres buntu, pierwszych tanich win pitych na łąkach, pierwszych chłopaków którzy zwracali uwagę na Twoje ciało. Wtedy spotkałaś „motylki” i wsiąkłaś w towarzystwo Pro-Ana dzięki którym zniszczyłaś następne lata swoje życia. Bardzo dobrze to pamiętasz, prawda?

Zaczęłaś od bulimii, chociaż wtedy wcale o tym nie wiedziałaś. Każdy posiłek grzecznie zwracałaś w ubikacji albo na łonie natury tłumacząc się przed innymi zatruciem pokarmowym albo zbyt dużą ilością wypitego alkoholu. Właśnie wtedy zaczęłaś palić paczkę papierosów dziennie, mocnych, długich, czerwonych które mieszałaś z kawą i winem. To właśnie ta mieszanka była Twoją najbliższą, niezdarnie nucąc pod nosem „papierosy, kawa, ja” Nosowskiej wypijałaś kolejną mocną czarną wpuszczając na przemian do swoich płuc bardzo dużą ilość złych substancji. Byłaś panią wszechświata, miałaś tak ogromną kontrolę.

Nigdy nie miałaś kontroli. Nigdy nie byłaś w niczym perfekcyjna. W szkole było średnio, idealną córką też nie można było Cie nazwać. Nie radziłaś sobie czasami z prostymi czynnościami. Wchodziłaś w dziwne znajomości. Nie zdobywałaś nagród i medali. Była to jedyna rzecz nad którą miałaś kontrole. Jedzenie.

*

Kontrola skończyła się w momencie kiedy przychodził do Ciebie extreme hunger i pierwszy raz wepchnęłaś w siebie 20 naleśników popitych coca-colą, parę opakowań ciasteczek, dwie ogromne porcje obiadu jak dla największego twardziela i bochenek chleba. Pamiętasz to?

Od tamtego momentu wszystko szło coraz gorzej, wtedy, coraz lepiej dla Ciebie. Dopiero dzisiaj, po około 5 latach zdajesz sobie sprawę kiedy to się zaczęło. Dlaczego tak późno? Potrafiłaś głodować tydzień wciskając się w coraz mniejsze rozmiary, ćwiczenia spędzały Ci sen z powiek, mdlałaś parę razy dziennie z wycieńczenia a dzienną porcję brzuszków napierdalałaś nawet o 2 w nocy przy zgaszonym świetle, bo było Ci mało. Ale to dla zdrowia i kondycji, w końcu musiałaś dać z siebie wszystko, prawda?

Chudłaś w oczach, wszystkim wmawiałaś, że to przez stres, chociaż kto wie, on pewnie też miał w tym swoją role. Przecież jak można nie umierać ze strachu mając świadomość, że w ciągu dnia zjadło się o 100 kalorii za dużo, skoro te 100 kalorii to wszystko co mogłaś przyjąć? Dziewczyno, byłaś taka dzielna. Potrafiłaś odmówić sobie jedzenia, przestałaś być od niego uzależniona i zależna. Żadne kalorie nie będą decydować o Tobie, żadne ciastko, żadna owsianka, żadne jabłko nie będzie mówiło Ci jak masz żyć. Stało się to dla Ciebie tak normalne, że wytrzymywałaś w takich stanach więcej niż normalny człowiek jest w stanie udźwignąć. Woda, papierosy, coca-cola, kawa, alkohol i tak bez końca.

Przychodził dzień, gorszy dzień w którym Twój potwór rozkazał Ci jeść. I jadłaś. Jadłaś po 8-10 tysięcy kalorii na jeden posiłek. Jadłaś 20 big maców pod rząd. Jadłaś w nocy, kiedy nikt nie widział. Jadłaś zamrożone produkty, jadłaś śmieci, jadłaś przeterminowane i spleśniałe posiłki. Jadłaś kilogram cukru łyżeczką, bo czemu nie. Wypijałaś wodę z kiszonych ogórków po opróżnieniu słoika żeby zaraz przegryźć to wszystko pierogiem wyjętym prosto z zamrażalnika i łamiąc zęby, tylko dlatego, że szkoda było Ci czasu i nie mogłaś się powstrzymać. Trzymając zamrożone, surowe mięso w jednej ręce, wyjadałaś kości ze śmietnika po wczorajszym obiedzie. Powinnaś czuć obrzydzenie na samą myśl spędzonych godzin nad kiblem, z zakrwawionymi oczami, bliznami na palcach, kiedy nie mogłaś dwa dni wyrzucić z siebie słowa bo miałaś poranione gardło. Kiedy bolał Cię żołądek a zęby zaczęły się psuć. Kiedy nie mogłaś iść na umówioną wizytę do dentysty bo godzinę przed znów wylądowałaś włosami w wodzie i twarzą spuchniętą do takiego stopnia, że łatwo można było stwierdzić, że ktoś Ci wpierdolił przed wejściem na fotel dentystyczny.

Byłaś silna i po paru latach zaczęłaś się leczyć. Co z tego, skoro nadal plułaś w swoje odbicie w lustrze. Płakałaś, siedząc w wannie i patrząc na to okropne ciało które spokojnie mogłoby się wcisnąć w 10x minus XS. Byłaś sina, opuchnięta i poraniona.

A dzisiaj siedziałaś w poczekalni u lekarza czekając na wyniki badań i zastanawiałaś się, jakie witaminy powinnaś kupić żeby przestało kręcić Ci się w głowie z głodu. Kiedy znów nadejdzie czas w którym będziesz mogła nie jeść tydzień i nie poczujesz konsekwencji. Kiedy nadejdzie chwila tego chwilowego triumfu, w którym uświadomisz sobie, że znowu dałaś radę a uczucie pustego żołądka będzie najwspanialszym uczuciem na świecie.

Ty głupia anorektyczko.

*

Dzisiaj tak sobie siedzisz i myślisz, że dobrze byłoby w końcu zacząć żyć. I myślisz sobie, że pewnie dużo jest na świecie podobnie zagubionych duszyczek. Pokonamy to?

Poprzedni post Następny post

Może spodoba Ci się jeszcze to?

  • olga

    Tekst wzruszający(sama mam zaburzenia odżywiania, połykam wszystko, bez wymiotów, dlatego jestem grubą świnią).

    Przerabiałaś ten tekst? Chodzi mi o to czy jak pisałaś go sama dla siebie też pisałaś „Potrafiłaś odmówić sobie jedzenia, przestałaś być od niego uzależniona i zależna” czy w 1 osobie, czyli „Potrafiłam odmówić sobie jedzenia, przestałam być od niego uzależniona i zależna”?

    • Tekst nie jest przerobiony, wrzuciłam go tak, jak napisałam go kiedyś.

  • Laura Janoszek

    Mnie najbardziej dotknął fragment o obrzydliwych kompensacjach, sama mam za sobą epizod wyjadania obrzyganej czekolady ze śmietnika i, niestety, tak to później wygląda, choć mało kto o tym mówi… Dziękuję, że zaczęłaś te serie. Każde słowa przeciw ED są na wagę złota. ♥